BLOGCZEJNalpha

"Karykatury Mahometa" vs "Wolność słowa" w świecie Internetu 2.0


 W 2006 roku prowadziłem zajęcia ze studentami, którzy byli już po 50-tce. Poszli na studia tak sobie w przypływie tego, że po prostu wypada mieć wyższe wykształcenie. Podczas jednej z debat zeszło na temat świata islamskiego. Student pochwalił się, że w latach 80-tych jeździł jako robotnik na kontrakty do Libii, Iraku i Syrii. Strasznie mnie to zaciekawiło, tym bardziej, że opowiadał o tzw. życiu codziennym muzułmanów. To co go ujęło to prostota. Siedzi arab przy drodze ma rozstawionych kilka różnych elementów towaru. Na pytanie co robi odpowiada: pracuje. Rzeczywiście to była jego robota. Siedzenie i drobna sprzedaż. Ale w pewnym momencie przychodzi „głos” i nagle wszyscy zbierali manele i zbierali się w jednym miejscu, które wskazała osoba duchowna. Tam wygłaszała lub nawoływała do pochwał lub potępienia. To co urzekło studenta to absolutne posłuszeństwo i szybkość, która ich zebrała na kupę. Wystarczył jeden głos, wszyscy byli do dyspozycji.   




Pójdźmy jednak dalej i spójrzmy szerzej na świat. W latach dziewięćdziesiątych zaczęto dyskusję nad tym, co teraz będzie z cywilizacją. Tak naprawdę w grę wchodziły dwa pomysły. Jeden forsowany przez Francisa Fukuyamę mówiący o końcu historii. Krótko mówiąc: po obaleniu komuny na świecie będzie się stopniowo rozwijał i umacniał model demokracji liberalnej, gdzie każdy znajdzie swoje miejsce, które będzie szanowane przez resztę jego sąsiadów. Innym poglądem był pomysł (w sumie nie nowy) Samuela Huntingtona, który w swojej publikacji „Zderzenie cywilizacji” zwraca uwagę na coś innego – rozwój technologiczny i podziały geopolityczne przyczynią się raczej do nowych podziałów, które zaowocują starciem wybranych cywilizacji. Fukuyama miał problemy, bo po 11 września to ta druga koncepcja triumfowała. Ale dlaczego akt terrorystyczny z tego dnia nie był jednorazowym wydarzeniem?   

https://cdn.steemitimages.com/DQmdCZsE2NCLkN55V5QEuBckoyTk1o9DwMdTuptWYPVd5Q2/1.jpg6148.jpg



Po prostu coś wzmocniło przekaz związany z tym wydarzeniem. I to nie tylko negatywny (potępiający). Wiele osób (głównie reprezentujących świat islamski) uznało, że to dobrze, że tak się stało. I może nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że pojawiły się media, które potraktowały te głosy na równi z oficjalnymi stanowiskami rządów oraz wybitnych znawców tematu. Tak oto rodzący się właśnie Internet 2.0 został wykorzystany do radykalizacji nastrojów. Bardzo zresztą skutecznie. A czym on jest?    W kilku zdaniach pisząc to ta część sieci, która daje nam możliwość aktywnego reagowania na treści zamieszczane przez poszczególnych internautów. Są to zatem wszelkiego rodzaju media społecznościowe, aktywne fora czy też inne elementy sieci, które dają nam możliwość dzielenia się swoimi przeżyciami i produkcjami z innymi.   

https://cdn.steemitimages.com/DQmdYU5rv7jSKxRPsQwJeMC5k2t2L4rSLhao4mvsCARx11L/September_11_Photo_Montage.jpg (źr: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_z_11_wrze%C5%9Bnia_2001_roku#/media/File:September_11_Photo_Montage.jpg)



 Po raz pierwszy dała o sobie znać na szeroką skalę w kontekście religijnym w 2005 roku. Wszystko zaczęło się 30 września tegoż roku. Wówczas duński dziennik „Jyllands-Posten” wydrukował opracowany przez 12 karykaturzystów zestaw podobizn Mahometa. Był to dodatek do stron dotyczących wolności słowa i liberalnej demokracji. W tekstach zwracano uwagę na kłopoty jakie mają poszczególne osoby piszące o problemach związanych ze społecznościami muzułmańskimi. Należał do nich między i ziemi problem tego jak przedstawiać powinno się świat Islamu w Europie Zachodniej. A nie było można tego robić za pomocą grafiki. W sumie nic nadzwyczajnego – takie artykuły pojawiały się wcześniej, a wyśmiewanie religii w świecie zachodu nie jest niczym nadzwyczajnym.   
https://cdn.steemitimages.com/DQmdUCU17eAFFH5PtomQMZqtqn5DtRcJea1Gs6sJNw8UBLA/Clash_of_Civilizations_world_map.png (mapa cywilizacji wg Huntingtona, żr: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zderzenie_cywilizacji#/media/File:Clash_of_Civilizations_world_map.png)
 Ale uruchomiono niezwykły katalizator. Internet. Nagle lokalna sprawa wyraźnie przyspieszyła. I zdobyła wydźwięk globalny. Ale po kolei. Przez Danię przetoczyły się wielkie protesty. 11 ambasadorów państw arabskich zażądały od rządu duńskiego „przykładnego ukarania gazety”. Premiera Danii musiał wytłumaczyć im, że gazety nie podlegają jemu a są niezależne… 




 Ale zaczęto podgrzewać atmosferę. Wzywano do bojkotu produktów duńskich, a także gaszono masowe starcia z policją w całej Europie zachodniej. Podpalano także domy, niszczono samochody.  To za proroka Mahometa! Nie będziemy tolerować tego, co zrobiła mu „Jyllands-Posten”! – skandowali. Dzięki imamom, którzy świetnie odnaleźli się w świecie nowych mediów pojawiali się tam głównie młodzi ludzie, z jasnym i bezdyskusyjnym przekazem: musicie się przed nami ukorzyć.    




  Pojawił się niemały problem – co zrobić? Przecież tutaj wchodzą w grę dwa zupełnie wykluczające się światy. Ultrakonserwatyzm muzułmański i świecka Europa. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wspólne, zamieszkałe przez nich terytorium.    




 Cały świat muzułmański oburzył się na liberalną demokrację. Uznano, że jest ona zagrożeniem. I przyczynia się do radykalizacji nastrojów. Bo akceptuje obrażanie najświętszych dla nich miejsc,wierzeń i osób. Sama sytuacja robiła się poważna – redakcja dostawała maile z zapowiadaną zemstą, powstawały strony internetowe wzywające do bojkotu oraz nawołujące do przemocy. Nagle na świecie dochodziło do wielu starć, były ofiary śmiertelne.    




 Politycy podeszli do sprawy oczywiście dzieląc się na dwa obozy. Co ciekawe, wówczas po stronie dziennikarzy wyraźnie stanęła lewica, natomiast politycy konserwatywni nie uważali iż obrona wartości europejskich jest aż tak ważna. W Polsce na reprodukcję karykatur zdecydował się dziennik „Rzeczpospolita”. Ówczesny naczelny Grzegorz Gauden rzekł: Zdecydowaliśmy się przedrukować te karykatury, bo całkowicie odrzucamy metody, do których odwołali się islamscy przeciwnicy publikacji. Wolności wypowiedzi trzeba bronić. Także wtedy, kiedy nie zgadzamy się z ich treścią. Co ciekawe za to przeprosił ówczesny premier z ramienia PIS Kazimierz Marcinkiewicz oraz szef MSZ Stefan Meller.  

  Poniżej przytaczam kilka z nich:  

 - JAN ROKITA: „szyderstwo z religii powinno być uznane w naszym kręgu kulturowym za przekroczenie granic wolności słowa”, a „naigrywanie się z religii jest nieprzyzwoite, a naigrywanie się z religii muzułmańskiej w dzisiejszej Europie jest wyjątkowo niemądre, gdyż prowokuje niebezpieczny dla współczesnego świata fanatyzm”  

 - SŁAWOJ LESZEK GŁÓDŹ: „Opamiętajcie się, uszanujcie przekonania religijne braci muzułmanów i nie przesłaniajcie się hasłami wolności słowa, obrażając uczucie religijne innych”-    

 - BRONISŁAW GEREMEK powiedział, że wolność słowa to podstawa i państwo nie może się wtrącać.  

 - WOJCIECH OLEJNICZAK: Jestem daleki od potępienia, gazetę za to, że Polakom przybliżyła istotę całej sprawy  

 - BRONISŁAW KOMOROWSKI:nie przekroczono granicy wolności słowa, a jedynie granicę dobrego smaku”, a „przeprosiny polskich władz były przesadne i są reakcją państwa przestraszonego jedynie wizją zamachów  

  

 Ten spór z tamtego okresu pokazał siłę jaką ma w Europie Islam. Kilkadziesiąt tysięcy osób, gotowych do manifestowania poglądów żywcem sprzecznych z wartościami, które po II wojnie światowej przyjął kontynent. Hasła, które wznosili były pełne nienawiści: Europo, twój 11 września nadejdzie, Masakra dla tych, którzy znieważają islam. I okazały się później prorocze. Ten protest był ciekawym testem. Do jakiego momentu można się posunąć, by walczyć o swoje. I co nam realnie mogą zrobić instytucje, które odpowiadają za bezpieczeństwo. Okazało się, że niewiele. Mało tego, Dania zapłaciła dużą cene ekonomiczną za to wydarzenie  


Nowe media ten proces odeuropeizowania się Muzułmanów od Europy tylko przyspieszyły. Nagle wartości lokalne nie mają znaczenia, bo oni sami mogą wyrażać siebie mocniej i lepiej dzięki przewodnikom rodem z państw ekonomicznie i społecznie zupełnie innych. „Może warto tutaj powalczyć?” - pytali Muzułmanie. I tak zrodził się radykalizm. Ze słabości „tradycyjnych elementów demokratycznych” i siły nowych mediów, które na nowo wzmocniły poczucie tożsamości u jednych i braku siły u drugich. Czy zatem nikt nie bronił sprawy i świat zachodu w związku z gigantycznymi protestami się ugiął?    




 Niestety szerzej ujmując chyba (jako Europa) przegraliśmy. Nawet do mediów społecznościowych dotarł element „dobrego doradcy”, który uczy cię co możesz, a czego nie możesz. Ten test z „karykaturami Mahometa” mocno wpłynął na to, jak dziś o pewnych rzeczach mówić. I to nie jest budujące. Liberalna demokracja dziś nie jest miejscem gdzie możesz powiedzieć wszystko, a oceni cię „rynek idei”. Wręcz przeciwnie. Za pewne ideały (między innymi prawo do krytyki) możesz zapłacić bardzo dużo. Nawet życie. To wydarzenie mocno wpłynęło na elity zarządzające kontynentem. Uświadomili sobie, że pewne elementy dnia codziennego, które przez wieki były rdzeniem naszego punktu widzenia na świat odchodzą w niebyt. Dziś należy uważać, bo w radykalizm wykorzystał demokrację do tego, by uznano daną grupę społeczną ponad krytykę. O ich przekonaniach nie można mówić źle. Tylko tak jak trzeba. Strach z wydarzeń z przełomu roku 2005/06 płynie do społeczeństw zachodnich każdego dnia. Ale przecież radykałowie nie zrezygnowali z tego, co wówczas głosili. „11 września Europy” rzeczywiście nadszedł – seria zamachów terrorystycznych które miały miejsce kilka lat temu nami to odpowiedź na politykę migracyjną powiązaną z rozwojem nowych mediów.   




 Jeden z nich wstrząsną najbardziej – zamach na redakcję „Charlie Hebdo” z 2015 roku. Ta symboliczna chwila pokazała, że tolerancja dla poglądów to pusty slogan. Satyra (nawet chamska) została zamordowana. Te zamachy obserwował dzięki sieci cały świat. Reakcję ( i w sumie bezsilność) na niego także… Znakomicie ujęła to książka „Uległość” Michaela Houellbaqa. O tym jak krok po kroku doprowadziliśmy do tego, że europejska potęga już dziś (zwłaszcza wartości) nikogo nie obchodzą. Polecam. Czas tolerancji, wolności słowa i otwartości to świetny moment. Rozwojowy. Ale tylko wtedy, gdy dotyczy wszystkiego i każdego. Taka społeczna umowa. Gdy niektórzy zostają z niej wyjęci staje się problemem. Internet w chwili obecnej o tym nam przypomina. Bo tak jak kiedyś przedstawiciel duchowieństwa zbierał swoich wyznawców i tłumaczył im jak żyć , tak dziś coraz częściej do głosu dochodzi radykalny internet, gdzie wielu sfrustrowanych współczesnym światem uważa, że właśnie tam jest rozwiązanie ich problemów. To niebezpieczne, ale by zdobyć masowego odbiorcę przechodzimy do radykalizacji. 


 

  Oczywiście żeby było jasne: tekst nie dotyczy wszystkich Muzułmanów. Chodzi o pewien problem, z którym mamy do czynienia. Nowe media, radykalizm i kryzys demokracji.   




 Tekst zgłaszam do konkursu „W labiryncie świata – VI konkurs tagu pl-religia”   

 

 




  -    

  

  

 

 


KOMENTARZE

  • katafrakt

    Bardzo dobry tekst. Oby więcej takich na steemie!

    Mam natomiast uwagę. Piszesz:

    To wydarzenie mocno wpłynęło na elity zarządzające kontynentem. Uświadomili sobie, że pewne elementy dnia codziennego, które przez wieki były rdzeniem naszego punktu widzenia na świat odchodzą w niebyt.

    Masz na myśli wolność do krytyki? Bo wydaje mi się, że jednak wcale nie można mówić o wielowiekowych tradycji. Wręcz przeciwnie, łatwo przypomnieć wszelkie wojny religijne gdzie za przynależność do niewłaściwej religii można było stracić życie; albo czasy totalitaryzmów itd. Ta wolność to wynalazek stosunkowo nowy, pewnie powojenny. Być może po prostu, jak stosunkowo krótki eksperyment, nie sprawdził się?

    Nie twierdzę że tak jest, po prostu pytam.

  • assayer

    Świetny tekst, uwzględniający różne możliwe kąty naświetlenia problemu. Jest coś w tym, że wolność słowa i inne wartości "open society" nie znajdują zbyt wielu zaciekłych obrońców - na pewno mało kto jest dziś zdecydowany za nie umierać, jak muzułmanie....

    Najnowsza książka Stevena Pinkera "Enlightenment Now" w całości poświęcona jest naszej (naszej?) niezdolności do obrony świata demokracji, nauki, wolności, praw człowieka... - pokazuje (w liczbach!), dlaczego by było warto ich bronić...

  • fat.music

    Genialny tekst.

    Tak się zastanawiam czy w kontekście Danii nie pasowałoby określenie jej jako socjaldemokratycznej. Rozumiem kontekst twojego artykułu i określenia w szerszej perspektywie obszaru kulturowego jako demokracji liberalnej. Jednak lewica skandynawska ideowo jest właśnie socjaldemokratyczna, co moim zdaniem może tłumaczyć jej postawę antyislamską, w odniesieniu do wydarzeń które opisujesz.

    Niestety nadczym ubolewam, to lewica światopoglądowa w Polsce kojarzona jest jedynie z postawami liberalnymi.

  • kusior

    To jest dopiero ARTYKUŁ! Pełen profesjonalizm. Świetnie naświetliłeś całą sytuację.