BLOGCZEJNalpha

Polityczna poprawność - kłopot XXI wieku. Raj dla satyryków. Na przykładzie "Who is America?"


image

 Kilka dni temu miałem na steemit ciekawą wymianę zdań z użytkownikiem @maciek-mowi. Dotyczyła ona źródła politycznej poprawności i jej skutków dla poszczególnych społeczeństw. Mieliśmy zupełnie inne punkty widzenia na temat związany z tą współczesną cenzurą, ale z racji tego, że dyskusja była na poziomie postanowiłem zająć się tematem nieco szerzej. W najbliższym czasie napiszę kilka moich przemyśleń dotyczących tego problemu. Oczywiście wszystko z mojego ulubionego punktu widzenia. Czyli z jak na to patrzy kino i świat telewizji.   


https://www.youtube.com/watch?v=-gx70yWboTs (Treaser) 


Dziś chciałbym rzucić okiem na serial pt. „Who is America?”. To dzieło, za które odpowiada Sacha Baron Cohen (między innymi autor „Borata”). I tu w sumie powinniśmy zakończyć naszą dywagację na temat „poziomu widowiska”. Rzeczywiście jest ona nienajwyższych lotów (choć są sceny, gdzie padłem pod stół ze śmiechu). Ale zwraca uwagę na bardzo niepokojący element dyskursu politycznego w Stanach Zjednoczonych. Otóż – czy doszliśmy do takiej ściany, że dziś można mówić o problemach wielu społeczności tylko za pomocą satyry?   https://www.youtube.com/watch?v=KHJlZyFxp88 („nowe miejsca pracy”)

 


W serialu Cohen wciela się w cztery skrajne postacie: skrajnego lewaka, komandosa z izraelskich służb specjalnych, zepsutego włoskiego milionera czy też brytyjskiego skrajnego konserwatystę chcącego „zrozumieć USA”. Większość z tych epizodów jest skonstruowana na zasadzie „kontrastów” – spotyka się z ludźmi o totalnie innych poglądach. Jedzie ze swoimi przeciwnikami po bandzie. I zadaje wysoce niestosowne i denerwujące, a także żenujące pytania. Ale bez cenzury. Rzeczywiście, może powiedzieć wszystko. Tylko czy my chcemy tego wszystkiego słuchać...   


https://www.youtube.com/watch?v=byGJzMhcRSk (fragment serialu) 


Każdy z nas wyniósł jakiś kod kulturowy czy to z domu czy ze szkoły. Męczy się często niemiłosiernie, gdy musi odnaleźć się w meandrach dziadowskich ideologii. I co ma wtedy zrobić? Z jednej strony może wzruszyć ramionami i mieć świadomość, że 90% tych idei zginie, gdy skończy się ich promowanie. Z drugiej może podjąć walkę „o swoje”, bo tak dziś się po prostu robi.   Polityczna poprawność chce byś się jednak w walce o lepszy byt promował swoich idei za bardzo nie angażował. Dlaczego? Tutaj przyczyn ku temu znalazłem kilka. Nie zawsze poważnych...  



  1. Na świecie uznano, że teraz czas na pojednanie, a szorstki język temu nie służy. To nie jest oczywiście prawda – choć naiwnie można sądzić, że jak najbardziej argumenty są ku temu fajne. No bo kto z nas nie chciałby żyć w świecie, gdzie ludzie są dla siebie względnie mili i rozumieją twoją wartość w grupie? Niestety wadą takiego podejścia jest naiwność. Ludzie musieli by wychować się w takich samych warunkach, myśleć podobnie, wyrzec się swoich wartości itp. To jest niemożliwe. (próbowano w filmie „Dzień niepodległości”) 

  2. Producenci idei zauważyli, że mogą je produkować na skalę globalną. A zatem należy uważać jakiego języka się dziś używa, jeżeli chce się na nim globalnie zarobić. By nie mieć problemu... Skoro rozmydlamy język, to i osoby, które się dziś w różnym dziełach pojawiają. Bo jeżeli tego nie zrobimy to poszczególne państwa (i społeczności) będą występować z zakazami naszych ideowych produktów np. filmów. Tak dzieje się np. w Chinach i Rosji. Jeżeli filmy są nie po „ichniemu” to producenci muszą z tak dużych rynków zrezygnować. I tutaj producent sobie zadaje pytanie o wewnętrzną cenzurę. Jeżeli zmięknę to będą mógł zarobić tyle. A jak nie to „tyle mniej”. Co zatem robi? Polityczna poprawność służy jemu do tego, by uzasadnić swoje dylematy... (Dziś np. coś takiego jak „Prawdziwe kłamstwa” by chyba już nie powstał) 

  3. Sprawa sprawnego rozłożenia akcentów. Dziś zmienia się struktura demograficzna. I coraz częściej pojawiają się głosy o by umniejszyć rolę „cywilizacji białego człowieka” na rzecz innych. Dzieje się tak, ale dlaczego? Czy są to tylko wymagania rynkowe? A może po prostu same studia filmowe same z siebie rozumieją, że czasy, gdy produkowało się tylko dla określonej klasy średniej w USA (biały, protestant ze środkowych stanów) już się powoli kończą. I świat wymaga od nich czegoś innego. (Widać to doskonale na przykładzie serii „Indiana Jones” – pierwsze „indiany” pokazywały świat muzułmanów i wierzeń hinduskich w taki sposób, że dziś pewnie byłyby zalążkiem do wojny. Więc w „nowej części” z 2008 roku pokazano kosmitów...) 

  4. Pamiętajmy też, że właścicielami wielkich studiów filmowych są ponadnarodowe firmy. One też z racji tego, że sztuka to tylko fragment ich działalności nie będą chciały promować „ostrych poglądów”, tylko te miłe i łagodne. Tak się dzieje od lat 90-tych. Gdzie postawiono sprawę dość jasno – nie ma już miejsca na kino kontrowersyjne (mówię o dużych produkcjach, z wielkim budżetem). I z racji tego, że zniknęły one niemal od razu z naszych łam co jakiś czas wyszukuje się w różnych filmach na siłę wartości sprzecznych z obowiązującymi właśnie standardami. A są to często działania... konkurencji. Pamiętacie „Warcraft”? Tak, znaleźli się tacy, którzy uznali go za rasistowski. Pamiętacie „Angry Birds”? To samo...    

  5. Wreszcie finałowo mówiąc nie chcą być angażował się w promowanie własnych postaw, bo w tym świecie idei jest wielka konkurencja. I to jest obrzydliwe. Dziś mamy fachowców „od standardów”, PR, języka, postrzegania pewnych zjawisk. Wytworzył się niemały rynek fałszywego świata. Świata, który chce ci narzucić styl bycia i zachowania.  Jeżeli tak jest, to oczywiście należy znaleźć wroga, który się przeciw temu wybija i gdy jest sygnał to można go atakować. Bo przecież ci „fachowcy” z takich ataków, wynajdywania wyimaginowanych wrogów przecież żyją... Gdyby takich gości nie znaleźli to straciliby rację bytu. A jeszcze gdybyś realizując własne przekonania to z automatu stajesz się ich „wrogiem”. I za pomocą mediów zrobią wszystko by „przywołać cię do porządku”. To akurat było idealnie widać przy nieszczęsnej nowelizacji „ustawy o IPN”.   


Polityczna poprawność została niedawno uznana w USA za poważny problem. Badania pokazują, że kończy się czas, gdy ludziom to się podobało. Tylko co będzie teraz? W jakim kierunku pójdzie nowa idea? Czy będzie czymś w rodzaju „postpolitycznej poprawności” czy też mocnym skrętem w jakąś nową stronę? Trudno powiedzieć. Na pewno zmartwią satyryków, którzy jak mówią są głównymi beneficjentami tego dziwnego tworu kulturowego. 


KOMENTARZE

  • checky

    This post contained some typos in its mentions that have been corrected in less than a day. Thank you for your quick edit !

    If you found this comment useful, consider upvoting it to help keep this bot running. You can see a list of all available commands by replying with !help.

  • sp-group

    "Twój post został podbity głosem @sp-group. Kurator- @suchy"

  • kusior

    Bardzo mnie jednak cieszy to, że z wieloma moimi znajomymi już od kilku lat rozmawiamy o tym wpychaniu politycznej poprawności na siłę do filmów i seriali. W Internecie również wielu ludzi uważa to za problem. Istnieje zatem świadomość tego zjawiska, a to ważne.

    Dobrze, że sporo ludzi dostrzega takie zabiegi i się przeciwko nim buntuje (chociażby bojkotując dane dzieła w niepochlebnych recenzjach).