BLOGCZEJNalpha

„Prosta historia” Davida Lyncha. Chyba najbardziej uduchowiony film jaki widziałem


 David Lynch kojarzony jest z filmami, które sprawiają wrażenie, że przekraczamy granicę jawy i wchodzimy w sen. Jest kultowym twórcą, który wie, że przedstawiając pewną narrację chce dać do zrozumienia publiczności, że to co przedstawił to pewna wizja reżyserska, ale to widz musi się odnieść do tego co zobaczył na ekranie. I tu pojawia się problem :). Bo dla wielu z nas skupienie się na motywach rodem z koszmarów lub fabularnych dziwactw jest po prostu nie do przełknięcia. Osobiście nie mam z tym problemów (choć rzeczywiście jest reżyserem, którego filmy lepiej oglądać w kinie). Wręcz przeciwnie – bardzo lubię jego podróże w głąb ludzkich dusz.   

https://cdn.steemitimages.com/DQmSJSwPLLu2gCuzKEJoi2vAekX465TR977sxJZigUeLopo/the-straight-story.jpg (poster promocyjny)



 Ale David Lynch potrafi także zaskoczyć. Reżyser takich filmów jak „Dzikość serca”, „Zagubiona autostrada” czy „Mulholland Drive” potrafił u progu millenium nakręcić obraz w którym króluje dobro. I przyznam szczerze, że to chyba jeden z najbardziej uduchowionych filmów jakie kiedykolwiek widziałem.   

 „Prosta historia” miała premierę na festiwalu filmowym w Cannes w 1999 roku. Opowiada o starszym człowieku, który chce pogodzić się na stare lata z bratem. Nie może do niego pojechać, gdyż stracił już prawo jazdy. Ale wpada na pomysł, by do podróży wykorzystać kosiarkę (mini traktor). Tak oto w rytmie 6 km/h zaczynamy poznawać lepszą stronę Ameryki. I trzeba przyznać, że jest to rzecz niemalże perfekcyjna.   

 Przede wszystkim należy podkreślić wybitną kreację głównego bohatera Richarda Franswortha. Na planie wiedział już, że jego dni są policzone. Zdiagnozowano u niego nieuleczalnego raka kości (niektóre źródła podają prostaty). Cierpiał wówczas na liczne bóle. Ale wtedy nie poddał się. Jego rola została doceniona chyba w każdym możliwym miejscu na ziemi. Co ciekawe w Stanach główne nagrody (Złote Globy i Oscar) postawiły na „nominację”. Te doceniające „niezależne kino” większych wątpliwości nie miały i wskazały go jako zwycięzce („Stowarzyszenie Krytyków Nowojorskich”, „Film Independent”). Niestety ból związany z chorobą nie ustępował. Niedługo po premierze aktor popełnił samobójstwo. Wielka szkoda.   

https://www.youtube.com/watch?v=e0zb_baTzkk (zwiastun filmu)



 Lynch pokazał nam jak nakręcić film, gdzie bez ckliwości można pokazać dobro. Sposób na to, zgodnie z tytułem filmu jest bardzo prosty. Główny bohater spotyka różnych ludzi na różnych etapach swojego życia. Nie sprzedaje im mądrości życiowych, ale z nimi zwyczajnie rozmawia. Nie ważne czy jest to porzucona dziewczyna w ciąży, młodzi rowerzyści czy też ksiądz. Jest dobrze, bo przecież każdy ma zakręt w życiu.   




 Film ma przepiękną realizację. Ale nie oznacza to, że reżyser w zupełności wyzbył się swoich stałych elementów twórczości. Element stały się powtarza. Jest nim ogień. Emocje bohaterów są w nim pisane. Robi to wrażenie, także na ortodoksyjnych fanach. Gdy pojawia się coś ważnego twarze odbijają ogień.   


Ważnym elementem, który cechuje jego twórczość jest także ukazanie tego, jak jednostka jest niewielką częścią wielkiego świata. W poprzednich filmach było to utrzymane w konwencjach metafizycznych, tutaj bardziej dosłownie. Bohater przejeżdża kawał świata, by uzyskać spełnienie, a jego działanie ujęte jest aż po gwiazdy. Mimo, że tylko chce pogodzić się z bratem. Narracja i styl filmu sugeruje, że dla człowieka nie jest to może coś nadzwyczajnego, ale z drugiej strony jest to rzecz wielka. Stąd też liczne ujęcia  z dronu prezentujące małego bohatera na tle wielkiej natury.   

https://youtu.be/FkSiYlnqYtg?list=PLC7CAB5CD7A30EA0F (motyw otwierający film)

Oczywiście ze stałych elementów warto także wymienić legendarnego współpracownika, twórcę muzyki do filmów Lyncha Angelo Badalamentiego. Ten wybitny autor już wielokrotnie pokazywał, że w swoim fachu mało kto z nim się równa. Motywy z „Miasteczka Twin Peaks” czy też niepokojące nuty z „Mullholland Drive” zna każdy fan kina. A tutaj Mistrz wyraźnie wyhamował. Już motyw otwierający, to dla mnie jeden z najpiękniejszych utworów w historii kina. Delikatny ambientowy wstęp jest rozgrzewką przed rytmicznym „kinem drogi”. Tam dźwięki ujmują powoli widza, który rozumie, że kosiarka nie jest szybka, a Badalamenti stara się iść zgodnie z jej tempem. I robi to wspaniale.     


O duchowości tego filmu świadczy, że od wielu lat w różnych rankingach jest on polecany jako film, który może zgłębić wiarę… chrześcijańską. To dość zaskakujące, że reżyser, który jest znany raz tego, że jest fanem filozofii Zen i buddyjskich klimatów tym razem tak przemowił. Bo trzeba przyznać, że mało jest takich filmów, gdzie bohaterów rozumiemy, trzymamy za nich kciuki i wiemy, że im zależy. Zależy na strukturze dobra. Dobra, które odnajdziemy po odfiltrowaniu całego  dziadostwa, które łapiemy każdego dnia.   


I co jest najpiękniejsze - film jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Aż trudno uwierzyć... 


KOMENTARZE

  • veggie-sloth

    To film zdecydowanie wybitny! Pamiętam swoje zaskoczenie po wyjściu z kina, chociaż wiele osób mówiło mi, że to nieco inny film DL. Inny to mało powiedziane! Co do listy... aż się dziwię, że nie ma na niej filmu Magnolia :)

  • andzi76

    Ten post został podbity przez użytkownika @mmmmkkkk311 i jego program #perpetuummobile. Z jego inicjatywy zostało przydzielone opiekunom Tag'ów po 10 SBD na wspieranie dobrych treści na platformie #steemit, ja dostałem na wspieranie Tagu #pl-muzyka.

  • kusior

    Obecnie kończę 3 sezon Twin Peaks, w którym Lynch wrzucił niemal wszystko. Dobrze jednak wiedzieć, że stworzył też film całkiem inny od tych mrocznych i tajemniczych produkcji. Na pewno się zaznajomię.