BLOGCZEJNalpha

[TemaTYgodnia #38] „Kanał” Andrzeja Wajdy – jeden z najlepszych filmów wojennych w historii kina

Już wkrótce będziemy obchodzić kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Po raz kolejny będą odbywały się „gry uliczne małego powstańca”, biegi czy też wydane zostaną okolicznościowe publikacje. Oczywiście uroczystości będą podkreślać godność tych, którzy złapali wtedy za broń i podjęli walkę. Zawsze jednak będzie (chyba dopóki będzie istniała Polska) spór o to czy było warto. Nie można odmówić chęci współczesnej Polsce tego, że chce pamiętać. Ale trzeba sobie zadać pytanie: jak to robić. Czy coraz większa sakralizacja (i coraz mniej refleksyjności) tego wydarzenia naprawdę służy pamięci o jednym z najbardziej traumatycznych wydarzeń z historii naszego kraju?   

https://cdn.steemitimages.com/DQmZgowKKTyW52NQA9TND4gf39BTb7rvcpyEPqmwmsCSfzo/kanal1.jpg (jeden z najsłynniejszych kadrów z filmu)




 Każda dekada tak naprawdę odnosi się w jakiś sposób do tego wydarzenia. Dziś oddajemy hołd ostatnim weteranom i mieszkańcom, którzy przeżyli wówczas tę gehennę. Rzadziej w Polsce istnieje spór o to wydarzenie. Jednak nie zawsze tak było. Tuż po klęsce Niemiec Powstanie Warszawskie zostało użyte przez wchodzące wówczas do Polski wojska sowieckiej jako element propagandowy. „Zobaczcie co będzie, jak będzie tak jak było”,  z sugestią, że niemiecki nazizm brał do współpracy żołnierzy Armii Krajowej. Znakomicie widać to w filmie w jakiś sposób nawiązujący do Powstania pt. „Miasto nieujarzmione” z 1950 roku. Będący pierwszą wariacją na temat wojennych przeżyć Władysława Szpilmana jest propagandowym potępieniem przeciwników komunistycznych. I aż kłuje to po oczach, ten oskarżycielski ton w stosunku do tych, którzy wywołali Powstanie.   

 Ale czasy się zmieniają. Do Polski w połowie lat 50-tych wkracza tzw. „odwilż”. Czas obrzydliwego stalinizmu się kończy. Ludzie odetchnęli z ulgą, dotyczyło to także świata artystycznego. Jednym z jego najpiękniejszych elementów była Polska Szkoła Filmowa – niezwykłe zjawisko na mapie światowego kina. Po delikatnym zluzowaniu cenzury wielu artystów zaczęło się spotykać, wymieniać poglądy. Pisarze, scenarzyści, reżyserzy… Inspirowali się sobą nawzajem. Tak np. powstał zespół filmowy KADR (oczywiście nieco bardziej skomplikowanie). „Wiatr odnowy wiał, znów się można było śmiać” - ten okres naprawdę pokazał, jak konieczna jest przestrzeń artystyczna dla twórców. Polska Szkoła Filmowa przede wszystkim chciała (co się udało) zerwać z socrealizamem, a nawiązać w swoich dziełach do neorealizmu kina włoskiego. Liczba arcydzieł polskiego kina, która wówczas powstała robi wrażenie: „Popiół i Diament”, „Eroica”, „Krzyż walecznych”, „Baza ludzi umarłych” czy też choćby „Pożegnania”. Wówczas na szersze wody wypłynęli Jerzy Kawalerowicz, Andrzej Munk, Wojciech Jerzy Has i wielu, wielu innych.   




 Jednak najważniejszy wówczas film to „Kanał” Andrzeja Wajdy. To właśnie on rozsławił „Szkołę” na cały świat. Dlaczego ten film jest wielki? Składa się na to wiele czynników, ale może na początek rozpocznę od ciekawostki współczesnej. Quentin Tarantino na pytanie polskiego dziennikarza jakie zna polskie filmy wymienił właśnie to dzieło. I dodał, że jest znakomity.   




 https://www.youtube.com/watch?v=rGx_ihI7dlw (recenzja współczesna)




 Wszystko zaczęło się od tego, że w czasie „odwilży” udało się w końcu uruchomić jakiś dialog z byłymi żołnierzami Armii Krajowej. Dotychczas „zaplute karły reakcji”, nagle stały się tolerowane przez władzę. W ten nurt włączył się pisarz Jerzy Stefan Stawiński, który opublikował na wpół autobiograficzne opowiadanie „Kanał”. Wówczas Tadeusz Konwicki, szef KADRU chciał to sfilmować. Nie było łatwo – Andrzej Munk uznał po zdjęciach próbnych, że to jest niemożliwe. Ale scenariusz powierzono Andrzejowi Wajdzie. Wcześniej ten reżyser zasłynął mocno socrealistycznym (ale świetnie zrobionym) filmem „Pokolenie”, którego akcja działa się podczas II wojny światowej. Ale ten twórca chciał czegoś więcej. I tak oto to właśnie on miał nakręcić film o ważnym epizodzie z historii Polski, na który bardzo wielu zwłaszcza mieszkańców stolicy czekało.   

https://cdn.steemitimages.com/DQmYdzVuXqbqG7gLu5DBAUgi9DbYfA4mx9QJ15JEynczg2U/Wajda_Kutz.jpg Kazimierz Kutz i Andrzej Wajda na planie filmu. źr. domena publiczna  




Jednak od początku film miał pod górkę. Pierwsza wersja scenariusza nie odpowiadała komunistom. No bo wiadomo –  miał on wydźwięk nie tylko antyniemiecki, ale także antyradziecki. Sam temat przecież się aż o to prosił. To z automatu blokowało produkcję. Ale… przydarzył się niespodziewany zwrot akcji. Zmarł Bolesław Bierut. Nowe polityczne rozdanie chciało uwiarygodnić się w oczach społeczeństwa. Zatem „róbcie”. I ruszyli do dzieła!   W 1956 roku tak duża produkcja była zagrożona z kilku przyczyn. Po pierwsze, to wszystko (pozwolenie władz) mogło się zmienić z dnia na dzień. Po drugie były dużo problemy z obsadą. Ulubieńcy i początkujący aktorzy zmieniali się niemal po każdym spotkaniu. Cybulskiego zastąpił Janczar, Jędrusik została zastąpiona przez Lżewską, a Holoubek mający zagrać kompozytora ustąpił miejsca Sheybalowi. Po trzecie wcale nie było tak łatwo znaleźć odpowiednie plenery – Warszawa wielkim czynem społecznym została odbudowana, a to co zostało nie do końca się nadawało w wizji reżyserskiej.   




 https://www.youtube.com/watch?v=7LnLszHOLNs Fragment filmu „Kanał”




 Warto zwrócić uwagę na niezwykłe trio reżyserskie. To oni w dużej mierze zbudowali później polskie kino: Andrzej Wajda – I reżyser, Kazimierz Kutz – II reżyser, Janusz Morgenstern – asystent reżyserów. Każdy z nich ma na koncie kilka rewelacyjnych filmów, które są wielkim dziedzictwem kulturowym Polski. A tu wszyscy w jednym filmie… Dzięki temu udało się wytworzyć atmosferę na planie niezwykłą. Podkreślali to zarówno twórcy techniczni, jak i aktorzy dla których było to jedno z najważniejszych doświadczeń w karierze.   

 Premiera filmu miała miejsce 20 kwietnia 1957 roku. Film został przyjęty w Polsce „tak sobie”. I to nie tylko dlatego, że „spodziewaliśmy się czegoś innego”. Po prostu Wajda (za co wielki szacunek) postanowił nie opowiadać o tym wielkim zrywie w kategoriach radosnej i jednocześnie pustej heroiczno-patriotycznej opowiastce. Wręcz przeciwnie. Jego bohaterowie czują potężny ciężar, wiedzą że to już nie przelewki i prawdopodobnie będą musieli zapłacić najwyższą cenę za uczestnictwo. Niezwykła metafora kanału potęguje klaustrofobiczną aurę osamotnienia i buduje napięcie trudne do opisania. Co jednak ciekawe – mimo pewnej rezerwy ze strony publiczności w rok od premiery w kinach obejrzało go 4,2 miliona ludzi.   




TUTAJ LINK DO FILMU WSPOMNIENIOWEGO – SCENARZYSTA „KANAŁU” WSPOMINA SWÓJ UDZIAŁ POWSTANIU 




 Bardzo ciekawy wydają się opinie osób, które na ten film czekały szczególnie. Tuż po premierze Władysław Bartoszewski napisał, że to film, w którym nie uda się odnaleźć prawdy o Powstaniu. Julian Kydryński ubolewał z kolei, że nie uszanowano pamięci o przywódcach powstania. Inny krytyk Kazimierz Dębicki uznał, że to duży błąd, że Warszawa została pokazana została jako umuskana w smrodzie. Część uznała także, że to poważny błąd, iż Wajda nie opowiedział się jednoznacznie po stronie powstańców. Do wyjątków należał Jerzy Płażewski, krytyk filmowy który publikował aż do końca lat 90-tych. Podkreślił, że to dobrze iż Wajda „nie pokazał Leonidasów, wesoło ucztujących przed heroiczną śmiercią, tylko ludzi oszukanych, zrozpaczonych i przerażonych”.   




 https://www.youtube.com/watch?v=oB7GmjPdIys (o filmie prof. Ewelina Nurczyńska-Fidelska)  




Sama ocena filmu już wkrótce miała się zmienić. Został bowiem pokazany na słynnym festiwalu w Cannes. I zdobył na pół z „Siódmą pieczęcią” Bergmana „Srebną Palmę”. To „drugie miejsce” jest wymowne, bo to dwa arcydzieła, które przegrały z zupełnie zapomnianym filmem „Nie zabijaj”. Ale co było najważniejsze, nagle 30-letni Andrzej Wajda zyskuje dla Polski znakomitą prasę za granicą. Uff… jakież to były wspaniałe recenzje… Ado Kyrou w „Positif” napisał o odwadze reżysera w czasie tchórzostwa europejskich elit. Linda Thames z „The Times” podniosła poprzeczkę i napisała, że to chyba pierwsza chwila, gdy artysta mierzy się z tematem wojny z własnej potrzeby”. Doceniono także samego Wajdę zachęcając go do realizacji następnych dzieł. Zaznaczono, że odkryto temperament prawdziwego filmowca.    




  https://www.youtube.com/watch?v=l8c2fX5yoRI (o filmie opowiada prof. Alicja Helman)  




Generalnie, zagranicą dostrzeżono w tym filmie to, co raczej uciekło polskim recenzentom. Postawiono wyraźnie na uniwersalny odczyt filmu. Zauważmy – bohaterowie są pewni, że zginą, narrator filmu mówi nam o tym już na początku filmu. Schodzą w podziemia, co jest niezwykłą metaforą piekła wojny. Po latach, gdy odkrywamy nowe znaczenia w tym filmie jesteśmy coraz bardziej pewni, że Wajda wyprzedził swoją epokę. Wojna to nie jest zabawa w bohaterstwo podkreśla dziś niemal każdy amerykański film. I o tym powiedział nam także ponad 60 lat temu film „Kanał”. Do dziś wiele scen i zdjęć, pomysłów realizatorskich czy też gry aktorskiej jest analizowana w szkołach aktorskich i reżyserskich na całym świecie.   


 

  https://www.youtube.com/watch?v=viPCuqYPAzA (o filmie opowiada prof. Paweł Wieczorkiewicz)  




Samo przesłanie film jest także przez wielu podważane. Gdy Gomułka stwierdził, że już wystarczy z tą wolnością zaczął się kryzys. Pierwszy został zaatakowany właśnie Wajda i jego  film. Później nienawidzili go działacze komunistyczno-nacjonalistycznego „Grunwaldu” z Bogdanem Porębą na czele. Dziś jest obiektem ataków wielu publicystów za brak „bohaterstwa”. Trochę szkoda, bo czy odmitologizowany bohater przedstawiony w filmie to naprawdę nie jest osoba, która oddała życie za naszą ojczyznę? Moim zdaniem jak najbardziej.    

  Zawsze, gdy myślę o tym jakie są „najlepsze polskie filmy” ten przychodzi mi na myśl niemal od razu. Wielka sprawa i wspaniała realizacyjnie robota. Film pod głęboką refleksję i mądre pytania. WARTO OBEJRZEĆ!  

  

  

 Ocena i elementy wartościujące film są  moje. Różnie ciekawostki które opisałem pochodzą z:   

 - Pełna obsada i ekipa techniczna filmu    - Lubelski T., Historia kina polskiego 1895-2014, Kraków: Universitas, 2015.   - Lubelski T.,"Kanał" 50 lat temu: paradoks odbioru, „Kino”, 41 (479), 2007, s. 58-60.

 - https://pl.wikipedia.org/wiki/Kanał_(film)  

  

 


Zgłaszam do konkursu „Tematygodnia” w 3. kategorii.   


KOMENTARZE

  • bartheek

    Świetna recenzja! Oczywiście film znam, ale dawno go nie widziałem. "Kanał" (są różne opinie o tym filmie, również hejterskie) jest jednym z najważniejszych polskich filmów, nie tylko okresu PRL, ale całej pilskiej kinematografii, czy komuś się podoba czy nie.

    Ostatnio, chyba w niedzielę jak wróciłem z pracy, emitowany był "Popiół i diament" Andrzeja Wajdy. Zastanawiałem się czy nie napisać o nim, gdy zobaczyłem nowe Tematy Tygodnia. Zastanawiałem się także nad tym, czy nie zmodyfikowałbym trochę wpisu o "Przesłuchaniu" Ryszarda Bugajskiego , ale to byłoby lekkie przegięcie.

    Zostawiam upvote'a i resteem. Skorzystałbym z bota od mk, aby Cię wynagrodził, ale nie wiem czy byś sobie tego życzył i nie wiem jak to się robi. Nie wiem czy to jemu się śle SBD z linkiem do Twojego artykułu w memo.

  • kusior

    Wielki film! A i Twój tekst znakomity. Dużo się z niego dowiedziałem i chyba niedługo obejrzę go powtórnie. Kilkanaście dni temu skończyłem mega poruszającą książkę "Zośka i Parasol", więc myślami ciągle jestem w temacie powstania. A kolejna rocznica już blisko.

    Swoją drogą szkoda, że nie powstało więcej filmów opowiadających o Powstaniu Warszawskim. Zdaje się, że pomiędzy "Kanałem", a "Miastem 44" nie było innej polskiej produkcji przedstawiającej to ważne wydarzenie.